Nas homoseksualistów jest dużo więcej niż 1 procent

Udzieliłem niedawno wywiadu "Nowej Trybunie Opolskiej". Rozmawialiśmy na temat homoseksualizmu w Polsce. W każdej populacji, pod każdą szerokością geograficzną homoseksualistów jest 5-7 proc. Tam, gdzie nie ma lęku przed ujawnieniem się, statystyki wskazują na 7 procent. To przecież masa ludzi.

Dużo homoseksualistów jest w teatrze?

Raczej osób homoseksualnych, bo są wśród nas też kobiety. Ilości nie znam, ale pewnie podobnie, jak w innych środowiskach artystycznych. I nie bez powodu. Przecież częściej można spotkać wrażliwego geja, niż wrażliwego hetero fana piłki nożnej. Mówię o wrażliwości na sztukę, pewnej giętkości intelektualnej, pewnej „miękkości” wobec jakiegoś dzieła, czy otwartości na nie. Zawsze tak było.



(...) Zabolały pana słowa Lecha Wałęsy?

Rozśmieszyły mnie. Bardzo szanuję Wałęsę, on mnie momentami wzrusza, ale też i śmieszy, bo spójność myśli nie jest najmocniejszym atutem pana prezydenta.

A media skwapliwie to wykorzystują.

I tak było. Dziennikarz zadał mu pytanie z tezą. Mimo to Lech Wałęsa powinien być bardziej przytomny i nie dać się podpuścić.

Posłanka Krystyna Pawłowicz była przytomna, gdy mówiła o jałowych związkach?

Pani profesor była w szale twórczym. Ona mnie fascynuje. Na Facebooku umieściłem film z jej przemówieniem. (...) Z teatralnego, wykonawczego punktu widzenia, to jest dla mnie wspaniałe.

A merytorycznie nie chce się pan odnieść do kwestii „jałowości” związków homoseksualnych?

Jak można się odnosić do takiego XIX-wiecznego sposobu myślenia? Nawet średniowiecznego. Tym bardziej, że sama pani profesor była czerwona ze wstydu, wypowiadając słowa: „stosunki homoseksualne”. No to na jakim my jesteśmy poziomie? Od czasów Freuda i Junga przeżyliśmy ponad 100 lat. Człowiek już chyba zrozumiał swoją seksualność i się z nią pogodził. Napisano o tym setki książek, cywilizowane społeczeństwa wychowuje się w oświeconym duchu.

W duchu tolerancji, jak to się ładnie mówi.

Tolerancja nie jest właściwym określeniem. Ja wolę akceptacja, czyli traktowanie odmienności ludzi, jako rzecz oczywistą, jak różnorodność w naturze, w której homoseksualizm też istnieje. Dajmy żyć, jak chcą, ludziom, którzy urodzili się inni, nie robią nikomu krzywdy, a zbliżenie z drugą osobą opierają na wzajemnej zgodzie.

W internecie ludzie piszą, że „nie będzie 1 procent narzucał niczego 99 procentom”.

Ale nas jest dużo więcej. W każdej populacji, pod każdą szerokością geograficzną homoseksualistów jest 5-7 proc. Tam, gdzie nie ma lęku przed ujawnieniem się, statystyki wskazują na 7 procent. To przecież masa ludzi. Czy rządy większości mają oznaczać, że tych ludzi należy trzymać w pewnego rodzaju getcie prawnym, społecznym, towarzyskim. Że mają się wstydzić tego, jacy są, jak czują, czego pragną, o czym marzą? Dlaczego ciągle nie mogą o tym mówić publicznie, dlaczego nie mogą się trzymać za rękę ze swoim partnerem, czy nawet pocałować w miejscu publicznym?

Dlaczego nie mogą dowiadywać się o swoim zdrowiu w szpitalach, dziedziczyć po sobie, wspólnie rozliczać się z podatków? Dlaczego te oczywiste i proste rzeczy, dostępne dla całego społeczeństwa, są niedostępne dla gejów? I dlaczego bije się na alarm, że przez to spadnie atrakcyjność małżeństwa? Przecież w związkach heteroseksualnych ludzie pobierają się nie dlatego, że mogą razem PIT wypełnić, ale dlatego, że się kochają i chcą ze sobą być całe życie, że to jest też niesamowicie atrakcyjne erotycznie, bo ma się prawo, by dawać i odczuwać rozkosz z drugim człowiekiem. I że państwo to błogosławi, Kościół to błogosławi. To jest wspaniałe, więc skąd obawy, że atrakcyjność tej wspaniałości zmaleje. To bzdura! (...)

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?


Rozmawiała Iwona Kłopocka-Marcjasz
Źródło: Nowa Trybuna Opolska
Trwa ładowanie komentarzy...